• Wpisów: 18
  • Średnio co: 92 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 21:57
  • Licznik odwiedzin: 981 / 1752 dni
 
despana
 
Rozdział 1

Moja matka oddała mnie do sierocińca. Miałem roczek. Krótko po tym zmarła. Nie zdążyła nawet powiedzieć jak mam na imię.  Zaś opiekunki nie kłopotały się z nadaniem mi go. Odkąd pamiętam wołały na mnie po prostu chłopcze. Nic więcej.
W tamtym czasie do sierocińca przybywało mnóstwo nowych dzieci w różnym wieku. Co jakiś czas wybuchające epidemie chorób skutecznie zajmowały wszystkie opiekunki, dlatego nikt mną się nie przejmował, mimo, że miałem dopiero kilka lat.
Trzy razy w tygodniu przychodziła nauczycielka. Uczyła nas podstawowych rzeczy. Szybko nauczyłem się budować złożone zdania jak i czytać. Uwielbiałem naukę.
Wraz z dorastaniem odkrywałem powoli magię. Kotłowała, wirowała wokół mnie mieniąc się różnymi kolorami. Potrafiłem przez dłuższy czas patrzeć na nią zachwycony, śledząc wszystkie jej wiry. Tymi obserwacjami podzieliłem się z nauczycielką. Zawsze mnie lubiła. Jednak jej reakcja była inna niż się spodziewałem. Zamiast pochwalić mnie za zdobyte nowe umiejętności jak zawsze wcześniej, zaprowadziła do psycholożki. Na szczęście ta dziwna kobieta szybko odpuściła, a ja mogłem ukryć się w swoim pokoju. Ta sytuacja nauczyła mnie, abym dwa razy pomyślał zanim coś powiem.
Ta sielanka nie trwała długo. Zbyt duża ilość dzieci nadwerężyła kondycję finansową sierocińca. Nauczycielka przestała przychodzić na lekcje, ponad połowa opiekunek zniknęła zniada dzień, posiłki były dużo mniejsze, a ubrania i pomieszczenia szybko się niszczyły. Wywołało to instynkt przetrwania u sierot. Większe, silniejsze dzieci dręczyły młodsze i zabierały ich i tak skromne porcje jedzenia. Po jakimś czasie opiekunki zaczęły nas wykorzystywać w pracach domowych, bo brakowało im personelu. Niewykonanie ich równało się z dotkliwym laniem i zmniejszeniem, a nawet zabraniem jedzenia.
W takich sytuacjach pojawiała się magia. Na początku używałem jej w przypływie silnych emocji jak obrona przed starszymi dziećmi. Dzięki niej nie byłem zaczepiany przez nikogo. Z czasem nauczyłem się używać jej wtedy, kiedy tylko chciałem. Z łatwością mogłem przekonać inne sieroty, aby zrobiły za mnie pracę dla opiekunek. W ten sposób otrzymałem mnóstwo wolnego czasu, który mogłem wykorzystać tak, jak tylko chciałem.
Podczas moich wędrówek po ogromnym budynku sierocińca, natrafiłem na bibliotekę. Kryła się za zamkniętymi drzwiami na końcu jednego z nieużywanych korytarzy. Otworzenie ich, z pozoru zamkniętych na cztery spusty, było dzieciną igraszką z stałą obecnością magii wokół mnie, zawsze gotową do użycia. Za nimi moim oczom ukazało się przestronne pomieszczenie z wielkimi oknami, które dawały mnóstwo światła, wypełnione gęsto stojącymi regałami pełnych książek. W tym strasznym miejscu, jakim był sierociniec odnalazłem raj. Przechodząc się wzdłuż regałów, wyciągałem co ciekawsze tomy. Niektóre były lepszej jakości, inne gorsze. Wewnątrz każdej książki były nalepki z nazwiskiem darczyńcy. Wyjaśniało to, ich ogromną ilość. Między regałami, z tyłu pomieszczenia, znalazłem przytulną wnękę. Siadałem w niej z książką w ręku, wśród wspaniałej ciszy.
Zacząłem czytać wszystko po kolei. Było to coś niesamowitego. Niewątpliwie i tym razem magia mi pomogła. Nie chce mi się wierzyć, że bez niej osiągnąłbym tak wiele. Wszystko pamiętałem, rozumiałem i szybciej czytałem. Mój głód wiedzy był niezaspokojony. Każdego dnia walczyłem ze sobą, aby wyjść z tego pomieszczenia. Jednak nie chciałem, aby ktoś zaczął mnie szukać. Mogliby znaleźć bibliotekę i sprzedać wszystkie książki. Ten argument skutecznie zmuszał mnie do powrotu, do budynku głównego.
Nadszedł ten dzień, kiedy już wszystko przeczytałem. Całymi dniami leżałem na łóżku myśląc jak zdobyć nowe źródło, ale opiekunki nie pozwalały nam wychodzić poza teren sierocińca, więc odwiedzenie okolicznych bibliotek nie wchodziło w grę. Starałem się, za pomocą magii, omamić dyżurujące kobiety, ale wtedy zawsze pojawiała się przełożona, na którą nie działały żadne czary. Prawdopodobnie, jako, że była moją prawną opiekunką nie mogłem jej w żaden sposób skrzywdzić. Brak zajęcia sprawiło, że stałem się agresywniejszy. Wyładowywałem swoją frustrację na innych. Każdy dzieciak nauczył się trzymać ode mnie z daleka. Ci, którzy się zapomnieli dostawali bolesną nauczkę.
Godziny nudy zwróciły moją uwagę na starą, dobrą przyjaciółkę – magię. Eksperymentowałem z nią. Dokuczanie innym nowymi, bardziej kreatywnymi sposobami nie bawiło mnie długo. Na warsztat wziąłem człowieka. Jego myśli i emocje. Przez cały rok szkoliłem się w rozpoznawaniu emocji i zachowań, które po nich następują, selekcji myśli nieważnych od tych, które mnie interesują. Królikami doświadczalnymi byli wszyscy wokół. Na początku było ciężko. Każdy człowiek ma naturalna barierę. Trudno jest przebić się przez nią niezauważalnie, ale praktyka czyni mistrza, czyż nie? Niektórzy stracili rozum, inni do końca życia będą mieć stany lękowe czy ogólne problemy z psychiką. Jednak było warto. Dzięki poznaniu człowieka od środka nauczyłem się chować własne myśli i emocje. Potrafiłem nad sobą panować, a moje zabawy z innymi dziećmi nabrały innego wymiaru. Pławiłem się swoją władzą, ale wiedziałem, że kiedyś to mi nie wystarczy. Moim wybawieniem okazał się Severus Snape, który niespodziewanie pojawił się moim życiu pod koniec lipca, kiedy miałem 11 lat.

Nie możesz dodać komentarza.